Czy Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej przynosi Polsce korzysci ?

W momencie gdy ogłoszono, że Donald Tusk, ówczesny premier Rzeczypospolitej Polskiej, został oficjalnie wybrany na przewodniczącego Rady Europejskiej, w mediach zawrzało. Giełda nazwisk przed wyborem krążyła już od dłuższego czasu i szef PO był w niej uwzględniany, jednak dopiero werdykt o jego elekcji spowodował wybuch mieszanych emocji z obu stron politycznej barykady. Ekipa rządząca była dumna, opowiadając na prawo i lewo, że jest to niezwykły sukces Polski na arenie międzynarodowej. Opozycja natomiast komentowała natomiast bardzo zdawkowo, że owszem bardzo dobrze, że tak się stało, jednak nie wyrażali zbyt dużego entuzjazmu. Sam Tusk, któremu zarzucano nieznajomość angielskiego, po raz kolejny udowodnił, że jest bardzo zręcznym i doświadczonym politykiem, mówiąc na konferencji prasowej po wyborze – „I will polish, my English”. Niezależnie od sympatii politycznych, trzeba przyznać, że wybór Polaka na stanowisko „prezydenta Europy” znacząco podnosi prestiż naszego kraju w opinii innych członków Unii Europejskiej. Przyczyni się to także do podniesienia znaczenia Polski jako kraju członkowskiego Eurolandu. Co prawda Donald Tusk zaliczył na początku urzędowania kilka drobnych wpadek, to jednak podszkolił znacząco swój angielski i udźwignął powierzoną mu odpowiedzialność. To też nie pozostaje bez znaczenia pod kątem opinii jakie wystawiają Polsce zagraniczne media, komentujące codzienność w UE. Bardzo trudnym testem dla Tuska, będzie to, w jaki sposób poradzi sobie na stanowisku podczas tzw. ‘kryzysu greckiego’.